0
Historia zdarzyła się rok temu w szkolny dzień chłopaka. Na wstępie zaznaczam że jesteśmy dość dziwną klasą i prezenty też robimy sobie nietypowe. W naszej klasie panuje zasada, że upominki otwieramy dopiero w domu.

Mamy w klasie 5 chłopaków, co razem z wychowawcą daje nam 6 prezentów. Naszym młodym mężczyznom kupiłyśmy po paczce prezerwatyw, a nauczycielowi breloczek do kluczy z jego imieniem. Wszystko ładnie zapakowane w pudełeczka. Prezenty rozdane.

Około godziny 22 pisze do mnie kolega z klasy, że na jego breloczku jest niewłaściwe imię... Unikałyśmy wychowawcy jak tylko się da...
Plus Minus 0( 0 )
0
Malowałam się rano spokojnie przed lustrem w łazience, kiedy nagle, jak to dzieci mają w zwyczaju, mój trzyletni siostrzeniec wbił do środka, za potrzebą. Jego potrzebą był zazwyczaj śmierdzący numer 2. Jakoś się tym nie przejęłam, sytuacja ot tak, zgoła normalna, wręcz codzienna. Wtem słyszę z ust syna chrzestnego:
- Zrobiłem dla ciebie taką duuuużą kupę. Taką wielką, specjalnie dla ciebie!
Cóż, liczy się gest. ;)
Plus Minus 1( 1 )
0
Mam dla was małą poradę na bazie swojego doświadczenia z tych świąt. Nigdy nie pakujcie wszystkich prezentów w taki sam papier z nadzieją, że będziecie pamiętać, który jest dla kogo.

Mój chłopak nie ucieszył się z apaszki. Babcia ze świecących prezerwatyw tym bardziej...
Plus Minus 0( 0 )
0
Typowa niedziela - oczywiście w pracy. Korpobiznes musi się kręcić non stop. Tłumy klientów walą drzwiami i oknami, czasami się zastanawiam, czy mi by się chciało spędzać wolny czas chodząc po biurach (nie, nie pracuję w sklepie).

Przechodząc do rzeczy. Siedzę sobie w świecie wirtualnych pieniążków gdy nagle wchodzi starsza pani z portierni na dole. Kobiecina zmęczona życiem ale zawsze bardzo uśmiechnięta. Nie, nie zawsze odwzajemniam jej uśmiech. Czasami po prostu wkurza mnie, że zawraca mi głowę, żeby coś skserować, policzyć, napisać, gdy i tak robota pali mi się w rękach. Patrzę na nią i myślę: "O nie! Znowu będzie mi tyłek zawracała".

Pani uśmiechnęła się tylko, a ja najuprzejmiej jak mogłam, spytałam się, czy czegoś jej nie potrzeba. Patrzę, a ona mi kładzie czekoladę na blat. Od razu zaczęłam mówić, że nie potrzebuję, że nic takiego nie zrobiłam, a ona tylko: "Bo pani zawsze taka miła dla mnie jest."

Kopara mi opadła. Wiem, ile ta kobiecina zarabia (na taką czekoladę musi pracować prawie godzinę), więc kazałam jej czekać przy biurku i poleciałam na zaplecze. Pamiętałam, że kiedyś opowiadała mi, że ma wnuka. Dziś mój bratanek miał urodziny i miałam dla niego dużego pluszowego misia - niewiele myśląc spakowałam go w firmową torbę i dałam tej pani (chrześniakowi jeszcze zdążyłam coś kupić po pracy). Od razu zaczęła na mnie krzyczeć, że to za drogie itp. Powiedziałam, żeby się nie denerwowała, bo przecież to dla wnuka nie dla niej. I nagle pojawił się na jej twarzy najpiękniejszy uśmiech na świecie!

Ta czekolada to był chyba najlepszy prezent jaki dostałam - totalnie bezinteresowny i miły (zwłaszcza, że wiem, że pani z portierni lekko nie ma).
Plus Minus 0( 0 )
0
Od lat jestem wielką fanką skoków narciarskich. Mój mąż wiedząc o mojej pasji, co jakiś czas robi mi prezenty w postaci różnych gadżetów związanych ze skokami.

W moje urodziny przyszedł do domu z bukietem kwiatów i dużym, kolorowym pudełkiem, w którym ewidentnie coś się ruszało. Jakież było moje zdumienie, kiedy się okazało że w pudełku jest mały kotek. Miał czerwoną obróżkę z doczepioną karteczką. Było na niej napisane MACIEK.
Mąż powiedział:
- Niestety, nie udało mi się dostać nigdzie Kamila Stocha,ale za to załatwiłem dla ciebie Macieja Kota.
Znajomi robią teraz wielkie oczy, kiedy im mówię że Maciek Kot zamieszkał u mnie w domu...
Plus Minus 2( 1 )
0
Odkąd sięgam pamięcią, zawsze byłam człowiekiem do którego ludzi przychodzili wylewać swoje żale i troski, o dziwo nawet obcy!

Wracając autobusem do domu, spotkałam owego bardzo smutnego i "zmęczonego" czyt. pijanego pana. Ów człowiek pachnący smutkiem, postanowił usiąść koło mnie - mimo tego, że jechaliśmy w autobusie tylko we dwoje. Nie czekał nawet na odjazd z przystanku, odpalił całą torpedę żali w moją stronę, a że pieniędzy na czynsz nie ma, a że na wyprawkę dla dzieci, a że biedny, że kobieta zostawiła, że chory... matko ile tego było! Ja tylko przytakując powtarzałam, że bardzo mi przykro.
W końcu przyszła pora na jego przystanek. Autobus stanął na przystanku, mężczyzna wstał, wyciągnął spod kurtki worek cebuli, po czym mówi:
- Masz, dobrze mi się z tobą rozmawiało.
Plus Minus 2( 2 )
0
Dzisiaj tato wręczył mi kluczyki do samochodu z okazji 18 urodzin. Powiedział, że jak zdam na prawko, będę mógł jeździć, gdzie będę chciał.

Nie miałem serca powiedzieć mu, że mam dopiero 17 urodziny...
Plus Minus 2( 2 )
0
Było to kilka lat temu. Miałam jakieś 12-13 lat. Walentynki, dostałam różę. Wiecie, łodyga z plastiku i koronkowy kwiat. Nie wiedziałam, że sztuczny kwiatek może skrywać coś więcej. Odłożyłam więc prezent do wazonu stojącego na biurku.

Kilka lat później wybrałam się z mamą do sklepu odzieżowego na naszym osiedlu. Stoimy już przy kasie, mama płaci, na co ja wybucham:

-Mamo! Mam taką samą różę! Pamiętasz? Dostałam ją na Walentynki.
Mama tylko się zaśmiała, ale na to wszystko odzywa się ekspedientka:
-A otwierałaś ją? Wiesz co jest w środku? Jeśli nie, to po powrocie do domu rozwiń kwiat. Jestem pewna, że się zdziwisz.

Popędziłyśmy do domu, obie ciekawe tego co może być w środku. Wyciągam więc kwiatek delikatnie, by nie rozerwać koronki, rozwijam. Moim oczom ukazały się majtki. Czerwone, kuse, koronkowe majtki. Śmiałyśmy się z mamą, że jednak darczyńca to miał wyczucie do prezentu. Jak się potem okazało, sam nie wiedział, że jest tam taka niespodzianka.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ową różę dostałam od dziadka.
Plus Minus 1( 1 )
0
Od dziecka marzyłam o dostaniu popularnej lalki Baby Born. Kiedy zaczęła się moda na tę lalkę w Polsce, jej cena była ogromna. Mimo płaczu i wielu szantaży na moich rodzicach lalki nie dostałam. Dziś już mam +20 lat, ale rodzina do tej pory śmieje się, że gdybym ją dostała bardzo bym się cieszyła.

Jakiś miesiąc temu okazało się, że jestem w ciąży. Po zrobieniu testu wychodzę z łazienki i mówię do mojego narzeczonego z wielkim strachem, że będziemy mieli dziecko, gdzie nagle jego odpowiedź rozwaliła mi system. A było to mniej więcej tak:

Ja: Kochanie, jest sprawa. Jestem w ciąży. I co teraz będzie?
On (ze stoickim spokojem, rzecz jasna): No co? Zawsze chciałaś Baby Born. To teraz masz. Nie musisz dziękować.
Plus Minus 4( 4 )
0
Cała historia dzieje się 3 lata temu, w moje 17 urodziny, w miejscu zwanym szkołą.

Miałam w tym czasie w klasie dwie przyjaciółki, bardzo śmiechowe, nieco zboczone dziewuszki, które postanowiły odśpiewać mi "sto lat, sto lat" przed całą klasą w środku lekcji.

Po odśpiewaniu urodzinowego hymnu nauczycielka woła mnie pod tablicę, składa życzonka i daje buziaki w me zburaczałe lico. Dwie moje kochane przyjaciółki podchodzą do mnie i wręczają mi różową torebeczkę z prezentem w środku (znałam je, więc spodziewałam się co mi mogły kupić).
I tutaj słyszę panią nauczycielkę:
- Pochwal się kochana co dostałaś.
- (nie wiem jak odmówić, więc cicho mamroczę) Nie, nie...

Pani nalega, tłumaczę, że lepiej będzie, jak prezent zostanie w torebce.
Ale niestety, przetłumaczyć pani się nie dało. Więc stojąc na środku klasy, pod tablicą, z różowej torebeczki wyciągam... WIBRATOR. Pani lekko niedowidząca wyrywa mi go z ręki i klika guziczek, dopiero gdy urządzonko zaczyna wibrować ogarnęła co trzyma w ręce, cała klasa oczywiście beka, pani rzuciła we mnie bzyczącym wibratorem, tak jakby ją coś oparzyło. W sumie nie wiem czego tak się przestraszyła, przecież był nieużywany...
Plus Minus 0( 0 )


Momencik, trwa przetwarzanie danych ... Momencik, trwa przetwarzanie danych