0
Stałam w kolejce przy kasie, kiedy naprawdę przystojny kasjer zapytał mnie czy zmieniłam niedawno fryzurę.
Serce zabiło mi od razu mocniej - nie dość, że taki przystojniak mnie kojarzy to jeszcze zauważył zmianę mojej fryzury.
Zarumieniłam się i stwierdziłam, że faktycznie dopiero co byłam u fryzjera.
Koleś spojrzał na mnie z mieszanką zdziwienia i rozbawienia.

Okazało się, że za mną stała jego koleżanka i to do niej mówił, a ja się nie zorientowałam.
0
Budzę się o 3.00 bez kołdry. Patrzę pod łóżko - nie ma.
Rozglądam się po pokoju - nie ma. Jak można zgubić kołdrę w środku nocy?
Trudno, śpię pod prześcieradłem.

6.00 rano, tata puka do mojego pokoju.
W ręce trzyma moją kołdrę.
"Zgubiłam" ją w łazience.
Otóż chciało mi się siku, ale było mi zimno, więc zabrałam ją ze sobą. Po załatwieniu potrzeby zostawiłam ją obok kibelka i poszłam spać dalej.
JUŻ WTEDY NIE BYŁO MI ZIMNO.
Mój mózg <3
0
Zdycham ze wstydu. Nigdzie tego nie pisałam i myślałam, że nie będę w stanie tego z siebie wydusić, chociaż "wydusić" to chyba nieodpowiednie słowo... Nawet teraz mam spocone ręce i pali mnie wstyd, chociaż jestem anonimowa. Historia miała miejsce koło dwóch lat temu. Jechałam tramwajem na uczelnię. Wcześniej popełniłam ogromny błąd - najadłam się po korek. Zjadłam rano płatki na mleku, zagryzłam śliwkami z działki, a na drugie śniadanie skusiła mnie miska zupy ogórkowej, która została mi z wczoraj. W drodze na przystanek piłam wyciskany sok pomarańczowy.

Wszystko było w porządku, nawet nie pomyślałam o tym, że to zabójcza mieszanka... do momentu, w którym w moim żołądku zaczęły dziać się dantejskie sceny. Wyobraźcie to sobie - wypatroszona makrela przewraca się w bębnie od pralki i miesza z kakao i przeżutymi pyzami. Tak to czułam. Burczenie. Coraz głośniejsze. Chciałam się uspokoić, więc założyłam słuchawki. Jadę i czuję, że mój odbyt, gdyby umiał mówić, poprosiłby mnie o eutanazję.

Przelewa mi się w brzuchu, śliwka z ogórkami zmieniła się w Świstaka Nienawiści, który usiłuje za wszelką cenę wystawić główkę z norki. Mam atak paniki. Jest mi gorąco, a kiedy ruszam się na siedzeniu - jest jeszcze gorzej. Patrzę w okno i próbuję przypominać sobie wesołe chwile, pielgrzymkę w podstawówce, ale nic z tego. Jelita się poddają. Jeszcze chwila, a zaparkuję czarną Wołgę. Zostały mi dwa przystanki więc uznałam, że chociaż sobie puszczę bąka - trudno, mało kulturalnie, ale w obliczu nadchodzącej tragedii tylko to mogło mnie uratować.

Nie uratowało.
Pamiętacie, że miałam słuchawki? Ja zapomniałam.

Wydałam z siebie najgorszy odgłos w historii ludzkości. Pękająca płyta tektoniczna połączona z rykiem fok podczas godów. Mściwy odgłos śliwki zakiszonej w ogórkowej zupie, huk trąb jerychońskich, przewlekłe stęknięcie Wielkiej Stopy przeciągającego się po libacji w jaskini.
Odebrało mi rozum. Wszyscy wokół patrzyli na mnie, jakbym zamordowała dziecko - zdjęłam słuchawki, chociaż nie musiałam. Oprócz bąka udało mi się coś jeszcze...

Wydaje mi się, że po tej historii mogłabym dostać rolę w "Akademii Pana Kleksa". Jako kleks.
------------------------------------------------------
DODAJ SWOJE WYZNANIE

 

Momencik, trwa przetwarzanie danych ... Momencik, trwa przetwarzanie danych